Siedziałam w kuchni przygotowując jedzenie dla psów. Coś w stylu bomby witaminowej z ryżem mi mięsem, nagle zadzwonił dzwonek. Wytarłam dłonie w ściereczkę i podeszłam do drzwi.
- O, Mark. - uśmiechnęłam się lekko. - Wchodź. - zaprosiłam go do środka słysząc zniecierpliwione szczekanie psów.
Chłopak wszedł do kuchni za mną, usiadł na krzesełku po drugiej stronie blatu, naprzeciw mnie.
- Co tam? - uśmiechnęłam się lekko i wkruszyłam im do jedzenia witaminy.
Mark?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz