- Jasne, rozumiem. - skinęłam głową.
- Aa.... mam taką prośbę, mogłabyś przez jakiś czas zaopiekować się Coco? Nie mam czasu wracać do domu, a nie mogę jej tam zabrać...
- Pewnie, z przyjemnością. - uśmiechnąłem się lekko.
Chłopak odwzajemnił gest, przywołał Coco, zapiął jej smycz i podał mi ją.
***
Siedziałam z Coco w domu, dałam jej zabawkę po Lily, była jej rozmiarów. Piłki, szarpaki Lonnie i Maksa mogły ją przeważyć. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
- To pewnie twój pan. - uśmiechnąłem się do suczki.
Wzięłam ją na ręce i poszłam otworzyć drzwi.
Mark?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz