Brat Ashlynn włączył kolejny film.
- Tylko tym razem nie uciekaj. W sumie i tak nie będziesz miała powodów -posłałem jej lekki uśmiech- co nie? -zwróciłem się do chłopaka.
- Tak, tylko, że Ashlynn to się nawet klaunów boi. -zaśmiał się.
- Spadaj. -powiedziała Ash, udając oburzoną.
- Dobra, dobra. Już cicho. -uspokoiłem ich, bo właśnie zaczął się film.
***
Po dwóch godzinach śmiechu, płakania i leżenia na podłodze Artie'ego, chłopak wyłączył telewizor. Zrobiło się bardzo ciemno.
- Artie, włącz światło. -powiedziała dziewczyna z lekkim przerażeniem w głosie.
- Po co, tak jest fajniej. -zaśmiał się.
- Artie, proszę.
- Co boisz się? -spytał udając troskę.
- Bardzo śmieszne. -rzuciła poduszką w niego.
Ale chyba nie trafiła, bo usłyszeliśmy jak coś upada na ziemię. Coś oprócz poduszki...
- Co to było? -Artie wstał z sofy- Kto Tu jest?
W ciemności widziałem tylko kontury, różnych przedmiotów i oczywiście Ashlynn oraz Artie'ego.
- Nikogo tu nie ma, oprócz nas.
- Zwierzaki są na górze? -spytał chłopak.
- Tak, śpią.
- Pójdę sprawdzić. -słyszeliśmy jego kroki.
Po chwili huk.
- Artie. Co to było? -spytała Ash. Nie odpowiadał- Artie, nie żartuj sobie.
- Pójdę zobaczyć co to. -oznajmiłem.
Wstałem z łóżka, ale zatrzymała mnie Ash. Złapała mnie za rękę i pociągnęła lekko, usiadłem z powrotem i spojrzałem w jej stronę.
- Nie idź, proszę. -powiedziała cicho.
Chyba na serio się boi.
- Dobrze, ale chyba nie zamierzasz tu siedzieć do rana? -uśmiechnąłem się, ale w tych ciemnościach pewnie tego nie zauważyła.
Ashlynn?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz