wtorek, 12 lipca 2016

Od Marka do Ashlynn

Poczułem jak oblewam się rumieńcem. Odwzajemniłem gest.
- Ależ to drobiazg. -odsunąłem się lekko- A teraz kładź się, bo Twój stan jeszcze się pogorszy. -pokręciłem głową i uśmiechnąłem się.
- Dobrze, dobrze. -położyła się.
- Przynieść Ci coś do picia? Może jesteś głodna?
- Wody poproszę.
- Jasne, zaraz wrócę.
Zszedłem na dół.
- I co? -spytał Artie.
- Nic, chciała wody.
- Już jej nalewam. -poszedł do kuchni, a ja podszedłem do Juniora.
- Zostajesz czy jedziesz ze mną do wytwórni?
- Zostanę jeszcze, jak coś zadzwonię.
- Dobra będę czekał. Pozdrów ją, niech wyzdrowieje szybko.
- Już ja o to zadbam. -uśmiechnąłem się pod nosem.
Kiedy Artie wrócił, Juniora już nie było. Podał mi szklankę i poszliśmy do Ashlynn.
***
Przez dwa dni opiekowałem się dziewczyną i jej zwierzakami. W końcu Ash mogła normalnie chodzić, podobno już nie czuła większego bólu, więc pozwoliłem jej wyjść na dłużej z łóżka. Złapałem ją za rękę i zeszliśmy na dół razem z psiakami. Poszliśmy do ogrodu.

Ashlynn?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz